Bóle głowy – leczenie ziołami
przez Maciej Skrzek · Opublikowano · Zaktualizowano
Ból głowy jest jedną z tych dolegliwości, które wydają się powszednie, dopóki nie zaczynają wracać z uporem. U jednych pojawia się po nieprzespanej nocy, u innych po stresie, odwodnieniu albo wielu godzinach spędzonych przy ekranie, a u jeszcze innych przybiera postać migreny, która potrafi rozmontować cały dzień. W praktyce lekarskiej odróżnia się bóle wtórne, związane z toczącą się chorobą, od bólów samoistnych, do których należą między innymi migrena i napięciowy ból głowy. To właśnie ta druga grupa jest najczęstsza i to ona najczęściej kieruje chorego ku poszukiwaniu czegoś, co zadziała skutecznie, ale nie będzie kosztowało organizmu zbyt wiele. Już w przywołanym materiale zwrócono uwagę, że rośliny mogą być rozsądną alternatywą albo wsparciem dla klasycznych leków, zwłaszcza tam, gdzie problem ma charakter nawrotowy i przewlekły.
Fitoterapia nie działa zwykle z taką gwałtownością jak tabletka przeciwbólowa, ale ma inną przewagę: część surowców daje się wykorzystać nie tylko doraźnie, lecz także profilaktycznie. W bólach głowy to bardzo ważne, bo w praktyce nie chodzi jedynie o przerwanie jednego napadu, lecz także o zmniejszenie częstości nawrotów, złagodzenie napięcia nerwowego i ograniczenie błędnego koła, w którym ból prowokuje stres, a stres wzmacnia ból. To właśnie na tym styku tradycji zielarskiej i współczesnych obserwacji najlepiej wypada kilka roślin, które warto do tego tekstu dopisać.
Złocień maruna – klasyk, który wciąż wraca w rozmowie o migrenie
Najmocniej wybrzmiewa tu nadal złocień maruna, czyli Tanacetum parthenium syn. Chrysanthemum parthenium. W materiale źródłowym opisano stosowanie soku ze złocienia u pacjentów z migreną oraz poprawę dotyczącą częstości napadów, czasu ich trwania i natężenia bólu. To roślina z długą historią użycia, a współczesne opracowania nadal traktują ją jako jeden z najczęściej omawianych surowców roślinnych w profilaktyce migreny. Trzeba jednak pisać o niej uczciwie: wyniki badań są mieszane. Część przeglądów sugeruje korzyść u części chorych, ale źródła podkreślają, że nie jest to roślina o jednoznacznie udowodnionym działaniu u każdego pacjenta. Nie zmienia to faktu, że maruna pozostaje jednym z najpoważniejszych kandydatów w ziołowej profilaktyce migreny.
Mięta pieprzowa – bardziej na napięcie niż na wielką migrenę
Do tekstu zdecydowanie warto dopisać miętę pieprzową, czyli Mentha × piperita. Nie tyle w formie zwykłego naparu, ile przede wszystkim jako preparat stosowany miejscowo. W badaniach najlepiej wypada 10-procentowy roztwór olejku mięty pieprzowej nanoszony na czoło i skronie przy napięciowym bólu głowy. To ważne rozróżnienie, bo nie każdy ból głowy jest migreną. Część pacjentów cierpi raczej z powodu bólu „opaski”, związanego z napięciem mięśni, przeciążeniem i stresem. Właśnie tutaj mięta wydaje się najbardziej sensowna: chłodzi, daje subiektywne odczucie rozluźnienia i ma całkiem przyzwoite zaplecze badań dla bólu napięciowego. Trzeba tylko pamiętać, że olejku nie nakłada się blisko oczu, a u małych dzieci nie powinno się go stosować na twarz.
Imbir – gdy ból głowy idzie w parze z nudnościami
Drugim ciekawym dodatkiem jest imbir lekarski, czyli Zingiber officinale. To roślina, która od dawna funkcjonuje w domowej praktyce jako środek „na mdłości”, ale w kontekście migreny zasługuje na uwagę także dlatego, że część badań sugeruje łagodzenie bólu i objawów towarzyszących. Nie jest to cudowny środek działający u wszystkich, ale metaanaliza badań randomizowanych wskazywała, że imbir może być pomocny w ocenie bólu po dwóch godzinach od zastosowania, a dodatkowo jego tradycyjna przewaga polega na tym, że bywa szczególnie sensowny wtedy, gdy migrenie towarzyszą nudności i dyskomfort żołądkowy. Z drugiej strony, przy większych ilościach może dawać zgagę, dyskomfort w brzuchu albo wchodzić w interakcje z lekami, więc nie warto traktować go jak obojętnej przyprawy, jeśli ktoś przyjmuje stale farmakoterapię.
Do naturalnych sposobów warto też dopisać lawendę wąskolistną, czyli Lavandula angustifolia. W przypadku lawendy nie chodzi tyle o klasyczne „leczenie bólu”, ile o próbę wyciszenia układu nerwowego i złagodzenia napadu u osób, u których stres, przebodźcowanie i napięcie działają jak zapalnik. Istnieją badania sugerujące, że inhalacja olejku lawendowego może zmniejszać dolegliwości w ostrym napadzie migreny, ale trzeba zachować umiar w zachwycie, bo nowsze przeglądy nie dają tu już tak jednoznacznego obrazu. Najuczciwiej więc powiedzieć tak: lawenda bywa rozsądnym dodatkiem wspierającym, szczególnie gdy ból głowy wyrasta z tła napięciowego i nerwowego, ale nie jest roślinnym odpowiednikiem silnego leku przeciwmigrenowego.
W rozmowie o naturalnych metodach przewija się czasem także lepiężnik różowy, czyli Petasites hybridus. Historycznie był wymieniany w kontekście profilaktyki migreny, ale dziś problemem pozostaje bezpieczeństwo. Źródła zwracają uwagę na obecność alkaloidów pirolizydynowych o działaniu hepatotoksycznym, a rekomendacje wobec tej rośliny zostały w ostatnich latach wyraźnie ochłodzone. Dlatego, jeśli ten temat w ogóle pojawia się w tekście, to raczej jako przykład rośliny, która pokazuje ważną zasadę: naturalne nie zawsze znaczy bezpieczne.
Przy napięciowym bólu głowy dobrze brzmi mieszanka z melisy lekarskiej Melissa officinalis, rumianku pospolitego Matricaria chamomilla, kwiatu lipy Tilia cordata lub Tilia platyphyllos oraz niewielkiego dodatku lawendy wąskolistnej Lavandula angustifolia. Taka kompozycja nie celuje w sam ból jak młotek, ale raczej w jego tło: napięcie, pobudzenie, rozdrażnienie i trudność z wyhamowaniem. To mieszanka bardziej „na człowieka zaciśniętego” niż na klasyczny gwałtowny napad migreny. Jej sens wynika z uspokajającego i rozluźniającego profilu ziół, a nie z obietnicy natychmiastowej analgezji.
Przy migrenie z nudnościami lepiej sprawdzi się kierunek oparty na imbirze lekarskim Zingiber officinale, melisie lekarskiej Melissa officinalis, mięcie pieprzowej Mentha × piperita i małym dodatku rumianku pospolitego Matricaria chamomilla. Tutaj logika jest inna: mniej chodzi o uspokojenie wieczorne, a bardziej o odciążenie przewodu pokarmowego i złagodzenie tych objawów, które często idą z migreną ramię w ramię. To dobra mieszanka „pomocnicza”, szczególnie wtedy, gdy ból głowy odbiera apetyt, wywołuje mdłości albo nasila dyskomfort w żołądku.
Jako sposób miejscowy warto dopisać prosty preparat z olejkiem mięty pieprzowej Mentha × piperita stosowanym na skronie i czoło. Przy bólu napięciowym chłodzący, mentolowy profil mięty bywa odczuwalny szybciej niż działanie naparu. Trzeba tylko wyraźnie zaznaczyć, że nie nakładamy olejku przy oczach ani na uszkodzoną skórę, a u dzieci zachowujemy szczególną ostrożność.
W części poświęconej profilaktyce można zostawić jeszcze jedną uwagę praktyczną: złocień maruna Tanacetum parthenium lepiej traktować jako osobny preparat niż element przypadkowej domowej mieszanki. To roślina, której działanie wiąże się raczej z regularnym stosowaniem w czasie niż z jednorazowym naparem wypitym przy ostrym bólu. Właśnie dlatego w tekstach o migrenie maruna powinna stać trochę z boku, nie jako dodatek „do wszystkiego”, lecz jako osobny temat.

