Miód w ziołolecznictwie – słodka chemia
przez Maciej Skrzek · Opublikowano · Zaktualizowano
Miód w ziołolecznictwie – słodka chemia, która naprawdę działa
Są takie produkty, które przetrwały wszystkie mody, rewolucje i „nowe odkrycia” dietetyczne. Miód należy do tej elity. W starych opowieściach jest pożywieniem, w praktyce domowej apteczki bywa „pierwszą pomocą”, a w ziołolecznictwie od dawna pełni rolę nośnika i wzmacniacza działania innych surowców. Co ciekawe, jego niezwykła trwałość nie jest legendą: potrafi zakonserwować się na tyle skutecznie, że pozostaje zdatny do spożycia nawet po bardzo długim czasie. I właśnie ta zdolność do hamowania życia mikroorganizmów otwiera drzwi do jego zastosowań terapeutycznych.
Zimą, kiedy przeziębienia i infekcje krążą jak po dyżurce w sezonie, miód wraca do łask nie dlatego, że jest „naturalny”, tylko dlatego, że jest sprytnie zbudowany: działa wielotorowo, a przy okazji poprawia smak naparów, które bez niego bywają… cóż, smakowo wymagające.
Dlaczego miód hamuje drobnoustroje
W dojrzałych miodach mogą pojawiać się drobnoustroje środowiskowe, a mimo tego miód wykazuje wyraźne działanie hamujące wzrost bakterii Gram-dodatnich i Gram-ujemnych. Co więcej, wodne roztwory miodu oraz wyciągi mogą oddziaływać także na drożdże i pleśnie, a w opisie właściwości przeciwdrobnoustrojowych pojawia się również wpływ na niektóre pierwotniaki.
Skąd bierze się „antybiotyczność” miodu
Miód nie jest antybiotykiem w farmakologicznym znaczeniu, ale potrafi wykazywać aktywność przeciwdrobnoustrojową dzięki nakładaniu się kilku mechanizmów. Z jednej strony działa wysokie ciśnienie osmotyczne: w tak gęstym środowisku mikroorganizmy mają problem z „gospodarką wodną”. Z drugiej strony ważny jest udział enzymów prowadzących do powstawania nadtlenku wodoru. Do tego dochodzą składniki roślinne: olejki eteryczne i związki fenolowe, w tym flawonoidy, których profil zależy od pochodzenia miodu.
W praktyce oznacza to tyle, że miody odmianowe nie są sobie równe. W polskich porównaniach aktywności przeciwdrobnoustrojowej na czoło wysuwają się miód gryczany i lipowy, a dalej miody spadziowe, wrzosowy i letnie wielokwiaty.
Jak dobrać miód odmianowy – pięć miodów, pięć różnych „charakterów”
Miód gryczany
To miód o mocnym, wyrazistym profilu: ciemniejszy, intensywny aromatycznie, często „charakterystyczny” do tego stopnia, że albo się go kocha, albo omija szerokim łukiem. W lecznictwie ludowym jest ceniony jako miód „mocny”, a w ujęciu bardziej analitycznym często zwraca uwagę zawartością związków fenolowych. W materiale Instytutu Roślin i Przetworów Zielarskich podkreślono, że miód gryczany należy do krajowych miodów o najwyższej aktywności przeciwdrobnoustrojowej, a w kontekście związków flawonoidowych wspomniano m.in. kwercetynę.
W praktyce „zielnikowej” miód gryczany najczęściej wykorzystuję wtedy, gdy chcę, by miód był czymś więcej niż poprawą smaku naparu – ma „dźwignąć” mieszankę swoją intensywnością.
Miód akacjowy
W Polsce pod nazwą „akacjowy” najczęściej kryje się miód z robinii akacjowej (Robinia pseudoacacia), czyli botanicznie nie z akacji, tylko z „fałszywej akacji” – i to jest jedna z tych uroczych niekonsekwencji języka, które zostają z nami na lata. Ten miód jest jasny, delikatny, łagodny w smaku, dlatego świetnie sprawdza się jako miód „codzienny” – zwłaszcza dla osób, które nie lubią dominującej nuty gryki czy spadzi. Zwykle wolniej krystalizuje, co dla wielu jest praktyczną zaletą. W ziołolecznictwie bywa wybierany jako neutralny nośnik, kiedy zależy nam, by „na pierwszym planie” była roślina, a nie miód.
Miód rzepakowy
Miód rzepakowy (z rzepaku, Brassica napus) to król szybkiej krystalizacji. Nierzadko już po krótkim czasie robi się jasny, gęsty i kremowy, dlatego jest wdzięczny do codziennego smarowania pieczywa albo przygotowywania miodów kremowanych. Smak ma zwykle łagodny, maślany, ma mniej „kwiatowej perfumerii” niż akacjowy czy lipowy. W kuchni zielarskiej traktuję go często jako praktyczny miód „bazowy”, dobry tam, gdzie liczy się regularność stosowania, a nie aromatyczny fajerwerk.
Miód spadziowy
Miód spadziowy nie pochodzi z nektaru, tylko ze spadzi – słodkiej wydzieliny pojawiającej się m.in. na drzewach, często z udziałem owadów żerujących na roślinach. W naszych realiach spadź bywa kojarzona szczególnie z drzewami iglastymi, takimi jak sosna (Pinus sylvestris), świerk (Picea abies) czy jodła (Abies alba). Ten miód zwykle jest ciemniejszy, mniej „cukierkowy”, częściej z nutą żywiczną i ziołowo-leśną. W cytowanym opracowaniu podkreślono, że miody spadziowe należą do grupy o wysokiej aktywności przeciwdrobnoustrojowej, zaraz po gryczanym i lipowym. Pojawia się tam także ciekawy trop: silne właściwości przeciwdrobnoustrojowe w części miodów wiązane są z terpenami i seskwiterpenami, szczególnie w miodach ze spadzi drzew iglastych.
Jeżeli ktoś lubi smak „lasu w słoiku”, a jednocześnie szuka miodu, który dobrze gra z naparami na drogi oddechowe, spadziowy bywa wyborem bardzo intuicyjnym.
Miód nawłociowy
Miód nawłociowy powstaje z nawłoci (Solidago spp., w praktyce najczęściej spotyka się nawłoć kanadyjską Solidago canadensis, nawłoć późną Solidago gigantea lub rodzimą nawłoć pospolitą Solidago virgaurea). Ma zwykle ciepłą, złocistą barwę i dość wyraźny, „ziółkowy” aromat. W tradycji zielarskiej sama nawłoć jest rośliną mocno kojarzoną z układem moczowym, więc miód nawłociowy bywa wybierany przez analogię – jako miód, który dobrze pasuje do naparów „nawłociowych” i mieszanek wspierających komfort w tej okolicy ciała. Ja lubię go także za to, że potrafi nadać mieszankom smak wyraźny, ale nie tak dominujący jak gryka.
Miód lipowy – klasyk, który ma swoje powody
Miód lipowy (najczęściej z lipy drobnolistnej Tilia cordata lub szerokolistnej Tilia platyphyllos) bywa nazywany „miodem od przeziębienia” i coś w tym jest. Tradycja spotyka się tu z mechaniką działania: przy infekcjach górnych dróg oddechowych liczy się jednocześnie efekt łagodzący, rozgrzewający, napotny i przeciwdrobnoustrojowy. W opracowaniu IRiPZ miód lipowy opisano jako szczególnie użyteczny w przeziębieniu i stanach gorączkowych, z podkreśleniem jego działania napotnego oraz wsparcia w schorzeniach dróg oddechowych.
Mieszanki z miodem, które mają sens w domowym zielniku
Napar lipowy z miodem lipowym
Przygotuj napar z kwiatu lipy (Tiliae flos, zwykle Tilia cordata) i dopiero do ciepłego, nie wrzącego płynu dodaj łyżkę miodu. To ważne: miód lubi ciepło, ale nie lubi gotowania.
Malina, lipa i cytryna z miodem
Bazą jest napar z owocu maliny (Rubi idaei fructus) albo lipy (Tiliae flos), do którego dodaje się miód, a na końcu odrobinę soku z cytryny (Citrus limon). Taka kolejność pozwala zachować „sens” naparu i komfort picia.
Miód w ciepłym mleku na noc
To stary, prosty patent na wieczorne wyciszenie i poprawę komfortu gardła. Mleko ma być ciepłe, nie gorące, a miód dodany na końcu.
Malwa z miodem lipowym przy kaszlu „drapiącym”
Gdy problemem jest suchość i podrażnienie, warto sięgnąć po surowce śluzowe. Napar z kwiatu malwy (Malvae flos, zwykle Malva sylvestris) i dodatek miodu lipowego to duet łagodzący i osłonowy.
Ciepły roztwór miodu do inhalacji parowej
Ciepły roztwór miodu w wodzie bywa stosowany jako inhalacja termiczna, szczególnie przy dyskomforcie nosa i gardła. Jeśli chcesz, możesz oprzeć inhalację na naparze z lipy (Tiliae flos) zamiast samej wody, pamiętając, że celem jest ciepło i wilgoć, a nie „warzenie” miodu.
Syrop z pączków sosny z dodatkiem miodu
Syropy z pączków sosny (Gemmae Pini, najczęściej Pinus sylvestris) tradycyjnie łączy się z miodem, bo miód poprawia właściwości użytkowe i wspiera komfort dróg oddechowych.
Ziołomiody – kiedy pszczoły robią „technologię”
Warto wspomnieć o ziołomiodach: produktach powstających wtedy, gdy pszczoły otrzymują pożywkę przygotowaną z ziół lub soków owocowych i przetwarzają ją podobnie jak nektar, dodając własne enzymy i zagęszczając w plastrach. Takie produkty bywają składnikowo bogatsze, ale nadal należy je traktować jako wsparcie dietetyczne i element profilaktyki, a nie lek w sensie klinicznym.
Jakość ma znaczenie, bo miód miodowi nierówny
Jeśli miód ma być czymś więcej niż dodatkiem do herbaty, liczy się jego pochodzenie i sposób pozyskania. Najlepiej wybierać miód dobrej jakości, ze sprawdzonej pasieki, możliwie jak najmniej przetworzony – wtedy najłatwiej „zatrzymać” to, co w miodzie biologicznie ciekawe.

